Kontrreformacja i czasy dzisiejsze

W książce Henryka Samsonowicza „Miejsce Polski w Europie” [1] została postawiona interesująca teza o podobieństwie dynamiki rozwoju wchodzeniu do Europy wieków XIV i XV do czasu pierwszych lat po 1989 roku, gdy znów Europa stanęła dla nas otworem.

Jeśli pójść dalej tym tropem (przy założeniu oczywiście wyjątkowej akceleracji naszych czasów wskutek „globalnej wioski” i nowego medium – Internetu) to obecnie mielibyśmy kończącą się pierwszą połowę wieku XVI (a czy rządy Platformy Obywatelskiej jej nie przypominają?) oraz rozpoczynający się okres kontrreformacji, która zahamowała dzieje Polski. Spójrzcie na podobieństwa epok – drugiej połowy XVI wieku i naszych obecnych czasów rozpoczętych rządami PiS-u. Jakże silnie łączą je nieudolne sprawowanie władzy sprzęgnięte z ideologią religijną, inwazją pseudonaukowych rozważań, przekonanie niewykształconych mas o ich wyjątkowej roli i zasługach dla religii, rola tejże religii w kształtowaniu życia państwowego, ect…

Mnie, która przez ostatnie lata sięgałam do wszelkich dostępnych źródeł prezentujących wiek XVI, rysuje się ta sytuacja wyjątkowo ostro, więc stwierdzam: mamy obecnie inwazję kontrreformacji. Ta pierwsza odegrała w kulturze polskiej haniebną rolę, prawie unicestwiając język polski. I trwała od drugiej połowy wieku XVI, przez cały wiek XVII do początków XVIII! Dopiero światli ludzie wieku XVIII zaczęli nas z niej wydobywać.

Jak długo będzie trwała nasza kontrreformacja? Nie wiem oczywiście, ale wyjątkowo jasno widzę podobieństwo języka kontrreformacji i naszych czasów. Zaraz podam przykład, tylko najpierw wyjaśnię, że tak jak dziś wprowadza się ideologię religii smoleńskiej, tak w epoce pierwszej kontrreformacji traktowano sprawę Jana Husa – tyle że na odwrót, bo nie gloryfikowano sprawy, ale starano się ją unicestwić w umysłach ludzkich. Żaden inny sprzeciw wobec kościoła katolickiego nie był tak groźny dla niego jak husytyzm, bo trafiał w sedno, kwestionując ziemską władzę i obyczaje kleru. Dbano o to, aby do umysłów wiernych przeniknęła kościelna wersja jego dziejów i narzucano ją.

Napisałam kiedyś.

Jakże mocny musiał być strach przed Husem i jego zwolennikami, skoro jeszcze za Zygmunta III, jego nadworny kaznodzieja ksiądz Skarga, wszystkich heretyków wymienia w swoich kazaniach ogólnikowo, a jedynie Husa gromi z nazwiska. Oto odnośny akapit z Kazania wtórego:

Ona (ojczyzna – p.m.) wam wiary ś. katolickiej, przez którą do wiecznej ojczyzny przychodzicie, dochowała; i Chrystusa, zbawienie wasze, i jego Ewangeliją przyniosła. Ona jej od fałszywych nauk i jadów heretyckich obroniła. Ona Husa przed stem kiladziesiąt lat swymi kaptury i konfederacyjami i jego przeklęte kacerstwo odpłoszyła. Do tego czasu kapłany wam i biskupy, i duchowne pasterze wasze daje, przy których przystęp do łaski Bożej i obrony od wszytkich nieprzyjaciół macie. Ona wszczepiła tu ołtarz służby Bożej i ofiar przedziwnych, z których wam ubłaganie Boskie zawżdy płynie. Ona się i dzisiejszych złych wieków srogim heretykom odejmuje i wilki te jadowite, jako może, od was odgania, 

Dziś mogę śmiało powtórzyć: Jakże mocny musi być strach przed ujawnieniem prawdy o katastrofie smoleńskiej, skoro dla jej zamaskowania tworzy się religię smoleńską. Żadna inna ideologia nie jest traktowana z takim namaszczeniem, choć dla myślącego człowieka bezsporna jest wina Pis-u w tej sprawie. Ongiś winy kościoła wskazywane przez Husa przerobiono na cnoty kościelne i wymierzono je w Husa.

Dziś na tej samej zasadzie przerabia się winy PiS-u za katastrofę na jego cnoty i kieruje przeciw ludziom używającym rozumu. Dla udowodnienia posłużę się przestrzenią języka, na której znam się o wiele lepiej, niż na wszelkich dywagacjach politycznych. W 1667 roku wydano w Monachium opasłą księgę „Drogowskaz ku niebu…” mnicha Geminiana. Nie, nie czytałam jej w oryginale, bo nie znam siedemnastowiecznego niemieckiego, ale znalazł ją i zreferował dla mnie znakomity znawca języka epoki, nieżyjący już tłumacz Krzysztof Gołda. Oto jego omówienie wspomnianego dzieła: „Drogowskaz lu niebu…”

Po przeczytaniu uderzyło mnie niezwykłe podobieństwo języka i rodzaju argumentacji w kazaniu Geminiana przeciw Husowi do treści smoleńskich, a retoryka Geminiana wydała mi się naturalnym źródłem argumentacji dzisiejszej religii smoleńskiej. Co jest wspólną podstawą kazania Geminiana i kazań Naczelnego Brzozologa RP? Przede wszystkim mętniactwo argumentów zamaskowane pseudonaukowymi dywagacjami. Byłoby to tylko śmieszne, gdyby nie przerodziło się w potwora pana Cogito, o którym pisał Herbert w swoim wierszu, w bezkształtnego, bezrozumnego potwora, który zawładnął naszą rzeczywistością. Wydawało nam się, że odszedł on raz na zawsze po wyborach 1990 roku. Ale teraz wrócił. Czy damy radę temu potworowi po raz drugi?

Maria Filipowicz

[1] https://www.atticus.pl/index.php?pag=poz&id=24072

 

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ blogu

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz